Jeśli studnia jest daleko, potrzebujemy rur do transportu zasysanej wody. Niby proste, ale rury te są prowadzone
w powietrzu, panuje w nich duże podciśnienie i bardzo trudno należycie je uszczelnić (gdyby były pod wodą, sprawa by nie istniała).
Nie należy mylić tej sytuacji z transportem wody na dużą odległość za pompą. Rury do wypływu wody
za pompą w zasadzie mogą mieć nieograniczoną długość.
Długi słup wody ma znaczną bezwładność. Na ostrym wietrze, przy szybkiej pracy tłoka, ciągle hamowany i przyspieszany
słup wody głośno stuka, wąż skacze do góry, energia się marnuje.
Doprowadzenie wody od studni do pompy powinno być prowadzone zawsze pod górę, tak by ewentualne bąbelki powietrza szybko mogły
opuścić rurę. Bąbel powietrza amortyzuje ruchy tłoka (powietrze jest "rozciągliwe") i woda nie jest czerpana. Ewentualny
syfon uwięzionego powietrza uniemożliwia pracę odległej pompy.
Wziąwszy wszystko to pod uwagę podjąłem trud wiercenia studni w osi wieży. To, że nad otworem stał maszt, bardzo ułatwia sprawę -
jest o co oprzeć długi świder.
Głównym narzędziem wiertacza był świder ogrodowy o średnicy 12 cm, przedłużany za pomocą 1/2 calowych rurek hydraulicznych
do długości 5 m, czyli do momentu pojawienia się szlamu (w moich warunkach - u Ciebie oczywiścvie będzie inaczej).
W szlamie taki świder jest nieprzydatny - cały urobek z niego spływa.
W szlamie zaczyna się zabawa. W otwór trzeba wstawić rury osłonowe, u mnie były to szare rury wodociągowe 110 mm (przypomnę -
świder ma fi = 120). Szlam wybierałem rurką z samozamykającą się klapką z twardej, oponowej gumy. Urządzenie takie nazywa
się szlamówką i przypomina pułapki na żywe krety. Szlamówkę zrobisz z kawałka rury fi = kilka cm i starej opony.
Cykl jest następujący: wybierasz trochę szlamu i pobijasz rury osłonowe, aby weszły kilka cm głębiej. Przy tym modlisz się,
aby nie trafić na kamień.
Rury osłonowe na koniec niby się wyjmuje, ale z tym bywają problemy. Spodziewając się takich problemów postanowiłem je
zostawić w otworze jako obudowę studni. Dolna część rury na długości jakichś 2 m została ponacinana kątówką i bardzo solidnie
owinięta nylonową siatką i nylonowym sznurkiem, aby woda z otaczającego szlamu mogła napływać przez ścianki boczne.
Mam nadzieję, że podczas pobijania rur osłony siatka ta nie "zmechaciła się".
Przypadkiem okazało się, że w rurę fi = 110 mm wchodzi pompa membranowa, tzw. "białoruska" (koszt ok. 70 zł). To był
strzał w 10-tkę!. Pompa wywalała na zewnątrz wiadra szlamu! Trzeba bylo pilnować, aby nie wyłączyć jej, gdy wąż jest
pełen szlamu (trzeba było ją przepłukiwać przed stopem wlewając do studni wiadro czystej wody), bo nie była w stanie wystartować.
Białorusinka pompowała, ja pobijałem i tak dojechaliśmy do troche ponad 7 m. Chciałem głębiej, ale pompa nie chciała
podnosić wyżej ciężkiego szlamu. Można to zrobić, ale trzeba uważnie pilnować, aby w miarę wgłębiania się pompowany
szlam był coraz lżejszy. Miałem też najsłabszą białorusinkę - na Allegro znajdziesz mocniejsze.
Ale najpierw dowierć się do szlamu!